Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z przetargami informatycznymi wie, że opis przedmiotu zamówienia to jeden z trudniejszych aspektów przygotowania takiego postępowania. Dotyczy to w szczególności przetargów na zakup oprogramowania komputerowego Z jednej strony każdy chciałby zakupić oprogramowanie, którym jest w taki czy inny sposób zainteresowany, zdając sobie przy tym sprawę, że oprogramowanie oprogramowaniu nierówne. Z drugiej strony stoją jednak wymogi ustawy – Prawo zamówień publicznych, które w istotny sposób hamują różnego rodzaju zapędy zmierzające w kierunku wpisania do specyfikacji czy ogłoszenia nazwy konkretnego oprogramowania.
Jednym z takich ograniczeń jest wynikający z art. 29 ust. 3 pzp wymóg, użycia słów „lub równoważny”. Sam przepis brzmi stosunkowo prosto: „Przedmiotu zamówienia nie można opisywać przez wskazanie znaków towarowych, patentów lub pochodzenia, chyba że jest to uzasadnione specyfiką przedmiotu zamówienia i zamawiający nie może opisać przedmiotu zamówienia za pomocą dostatecznie dokładnych określeń, a wskazaniu takiemu towarzyszą wyrazy
Zacznijmy jednak od końca. Ilekroć zgodnie ze wskazanym przepisem będzie dopuszczalne użycie nazwy własnej określonego oprogramowania czy rozwiązania informatycznego, obok tej nazwy musi pojawić się magiczne sformułowanie "lub równoważny". Wymóg ten jest bezwzględny, co oznacza, że wskazane przez ustawodawcę słowa muszą się znaleźć obok nazwy produktu, choćby podmiot organizujący postępowanie miał 100% przekonanie, że w istocie nie ma produktu równoważnego. Kilku śmiałków na przestrzeni lat obowiązywania tego przepisu, usiłowało odstąpić od spełnienia tego wymogu, argumentując (skądinąd słusznie), że skoro produkt równoważny w przyrodzie nie występuje, to wpisywanie takiego wymogu do SIWZ jest zbędne i bezprzedmiotowe. O ile z punktu widzenia logiki mieli oni rację, to z punktu widzenia prawnego już nie. Ich kości do dzisiaj bieleją przez budynkiem Urzędu Zamówień Publicznych, gdzie polegli w toku arbitrażu. Polegli słusznie, gdyż jak wspomniałem, przepis nie przewiduje wyjątku do zastosowania słowa klucza. Jeszcze w poprzednio obowiązujących przepisach dopuszczalne było użycie określenia "lub równoważne" lub inne równoznacznych wyrazów, co – jakkolwiek nie rozwiązywało problemu – to przynajmniej pozwalało na bardziej elastyczne podejście językowe do opisu przedmiotu zamówienia. Możliwość tą zlikwidowano jednak w maju 2006 r., przy okazji ostatniej nowelizacji prawa zamówień publicznych.
Oczywiście można dyskutować nad sensem takiego rozwiązania. Problem jednak w tym, że wymóg ten pochodzi wprost z art. 23 ust. 8 – Specyfikacje techniczne, dyrektywy 2004/18/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 31 marca 2004 r. w sprawie koordynacji procedur udzielania zamówień publicznych na roboty budowlane, dostawy i usługi, który wymóg ten ujął następującym wymaganiem: „8. Jeżeli nie uzasadnia tego przedmiot zamówienia, specyfikacje techniczne nie mogą zawierać odniesienia do konkretnej marki ani źródła ani też do żadnego szczególnego procesu, znaku handlowego, patentu, typu, pochodzenia lub produkcji, które mogłyby prowadzić do uprzywilejowania lub wyeliminowania pewnych przedsiębiorstw albo produktów. Odniesienie takie jest dopuszczalne wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, gdy dostatecznie precyzyjny i zrozumiały opis przedmiotu zamówienia, zgodny z ust. 3 i 4, nie jest możliwy; odniesieniu takiemu towarzyszą słowa
Samo użycie słów „lub równoważny” to nie jedyny wymóg w tym zakresie. O kolejnych – za kilka dni.